Rozmiar: 17003 bajtów



Narodziny Orłów.

W 1942 roku część formowanej w Camp Claiborne 82. Dywizji Powietrzno Desantowej przeznaczono jako zalążek kolejnej dywizji Powietrznodesantowej. Główną siłą stał się włączony do dywizji 502. Pułk Spadochronowy utworzony w końcu 1941 roku i początkowo planowany jedynie jako samodzielny batalion. Do Dywizji włączono jednostki zaopatrzenia, wsparcia i artylerii. Do oddziałów spadochronowych brani są wyłącznie ochotnicy spełniający rygorystyczne wymagania, a niewątpliwą zachętą jest 50 dolarowy dodatkowy żołd.
Dowódcą zostaje mianowany generał Bill Lee którego z powodów zdrowotnych zastąpi wiosną 1944 generał Maxwell D. Taylor dowodzący dywizją do końca wojny. Formacje spadochronowe w USA tworzono od podstaw, na własnych rozwiązaniach, nierzadko ucząc się na błędach. Efektywność wyszkolenia i walki, mimo wielu trudnośći znacznie przerosła oczekiwania.
W momencie utworzenia dywizji z 502. batalionu spadochronowego zostaje utworzony 502. Pułk Spadochronowy. Jako wsparcie ma mu służyć 377. spadochronowy batalion artylerii polowej (PFA). Później zaś podobne zadania przejmie 321. PFA włączony do 506. PS i 907. do 501. PS. Podczas gdy pozostała cześć dopiero formowała się w Forcie Bragg, 502. pułk odbywał już od początku 1942 r. ćwiczenia spadochronowe niedaleko Evansville w Indianie.
W lecie 1942 roku ze starannie wyselekcjonowanych rekrutów sformowano 506. pułk spadochronowy w Camp Toombs (przemianowany na Toccoa) w Georgii. Pierwszym dowódcą został pułkownik Robert Sink. Intensywne treningi z ćwiczeniami terenowymi na pobliskiej górze Currahee, zakończyły się następnie pierwszymi skokami spadochronowymi już w Fort Benning w listopadzie 1942. Co ciekawe 2 z 3 batalionów doszły tam pieszo pokonując około 140 mil. Po odbyciu odpowiedniej ilości skoków kwalifikacyjnych ( żeby zdobyć odznakę spadochroniarza należało wykonać 5 skoków spadochronowych, późniejszy dowódca 101. dywizji gen. Taylor swój piąty skok wykonał w Dday) pułk został przeniesiony do Camp Mackall jako jednostka bez przynależności dywizyjnej, by zostać dopiero włączona do 101. Dywizji Powietrznodesantowej w pobliskim Forcie Bragg na początku 1943 roku.
W połowie listopada 1942 roku w Camp Toccoa w Georgii po sformowaniu 506. pułku spadochronowego zostaje powołany 501. Pułk Spadochronowy pod dowództwem pułkownika Howarda R. Johnsona. W momencie formowania 501. pułku, 506 przechodził już trening spadochronowy w tym samym Forcie Benning. Następnie w Camp Toccoa 501. przechodził ostry trening wytrzymałościowy i wstępne szkolenie. Wiosną 1943 roku Pułk zostaje przetransportowany pociągiem ponownie do Fortu Benning. Po szkoleniu spadochronowym Pułk przeniesiono do Camp Mackall w Północnej Karolinie. 15 sierpnia 1942 roku w Camp Claiborne podjęto decyzje o przekształceniu 401. Pułku Piechoty w dwu batalionowy Pułk Piechoty Szybowcowej. Wiosną 43 401. Puk został podzielony, 1 batalion przydzielono do utworzonego trzybatalionowego 327. Pułku Piechoty Szybowcowej, drugi batalion włączono do 325. Pułku w 82 dywizji. Piechota szybowcowa miała za zadanie dostarczyć na pole walki ciężki sprzęt i następnie zapewnić za jego pomocą wsparcie spadochroniarzom. Oba pułki szybowcowe zostały wysłane jesienią 1943 roku do Anglii.
Każdy z trzech pułków spadochronowych był więc formowany niemal niezależnie i szkolił się osobno, wywoływało to specyficzne wśród żołnierzy poczucie przynależności pułkowej (symbolika pułków czy nawet kompanii) czy rywalizacji, szczególnie do czasu pierwszych walk.

Pierwsza Krew

We wrześniu 1943 roku 502. zostaje wysłany statkiem do Anglii, wkrótce po nim przybywa innym transportem 506. 502. w okolicach Chilton-Foliat i Hungerford a 506. w rejonie Aldbourne-Ramsbury intensywnie ćwiczy skoki spadochronowe, jak i działanie w terenie. Podczas gdy pozostałe pułki płyną do Anglii, 501. we wrześniu bierze udział w wielkich manewrach 2. Armii w stanie Tennesse i dopiero w styczniu zostaje przetransportowany do Szkocji i następnie pociągiem do Anglii w rejon Newbury i Lambourne. Oficjalnie zostaje dołączony do 101. DPD, zresztą ku wielkiemu niezadowoleniu dowódcy pułku, pułkownika Johnsona. W skład dywizji wchodziło ostatecznie:

501. Pułk Spadochronowy
502. Pułk Spadochronowy
506. Pułk Spadochronowy
327.Pułk Piechoty Szybowcowej
401.Pułk Piechoty Szybowcowej
101.Batalion remontowy
326.Batalion saperów
326.Kompania medyczna
81.Batalion przeciwlotniczy
101. Pułk artylerii
321. Batalion artylerii polowej
377. Batalion artylerii polowej
463. Batalion artylerii polowej (od stycznia 1945 roku)
907. Batalion artylerii polowej
101. Kompania porządkowa
426.Komapania zaopatrzenia.
101.Kompania łączności
Pluton żandarmerii
Kompania dowodzenia.
Pluton rozpoznawczy.

W kwietniu 1944 roku cała dywizja została zgrupowana na południowym wybrzeżu Anglii w okolicach Slampton Sands, Exercise, Upottery. W D-Day dywizja miała zostać zrzucona na zapleczu plaży Utah by wraz z 82.DPD zabezpieczyć prawą flankę aliantów i drogi w głąb półwyspu Contentin, 101. miała także opanować strategiczne Carentan. Szczegółowe zadania wyglądały następująco: Wyjścia z plaży Utah które miały zostać opanowane przez desant spadochronowy.
Pułk 502. z zadaniem opanowania wyjścia 4. w St.Martin de Vareville i wyjścia 3. w Auddoville la Hubert (Były to wąskie groble pośród celowo zalanych bagnistych łąk, a samo zadanie opierało się nie tyle na opanowaniu wyjść ale na ewentualnym odpieraniu niemieckich ataków skierowanych na plaże).
Pułk 506. 5 czerwca 1944 roku, 1. i 2. batalion zostają przetransportowane na lotnisko Upottery . Ich zadanie to opanowanie dwóch południowych wyjść z plaży Utah w rejonie Pouppeville (wyjście 1) i St Marie du Mont (Wyjście 2). Osobne zadanie dostaje kompania E która ma opanować baterie dział 105 mm obok Grand Chemin. 3. batalion startujący z lotniska Exeter miała lądować w strefie D i opanować dwa mosty na Douve niedaleko Brevands.
Pułk 501. Pierwszy batalion wraz z dowództwem pułku otrzymał zadanie opanowania śluz w La Barquette nad rzeką Douve aby uniemożliwić Niemcom zalanie doliny. Drugi batalion otrzymał zadanie opanowania i wysadzenia mostu nr 2 przecinającego Douve jako część drogi N13, w drugiej kolejności miał opanować St Come du Mont. Trzeci batalion lądując w tzw. strefie 'C' miał stanowić osłonę dowództwa dywizji w Hiesville i jednocześnie dywizyjny odwód.
5 czerwca wieczorem po 10.45 w powietrzu znajdowało się 1432 transportowe Dakoty z 6.600 żołnierzami 101. na pokładzie.

Elvy Roberts 501. Pułk Spadochronowy
5 czerwca około 10.00 wieczorem byliśmy już w samolotach, wszyscy śpiewali i czułem się jakbyśmy jechali na mecz. Nie dało się wyczuć lęku. Byliśmy Grupą zadziornych chłopaków. Ciężko trenowaliśmy, byliśmy przygotowani na wiele. Wzięto nas do wojska ale sami zgłosiliśmy się do sił powietrznych. Każdy chciał być spadochroniarzem. Wielu ludzi było przydzielanych nie tam gdzie chcieli, a tutaj wiedziałeś że czeka cię trening spadochronowy. Oczekiwałem że nigdzie szkolenie nie mogłoby być bardziej interesujące niż właśnie tu. W C-47 usiedliśmy na ławkach pod oknami, każda dwójka była zwrócona do siebie twarzą. Na środku pod sufitem znajdowała się lina do której przed skokiem przyczepiało się 18 ludzi. Wystartowaliśmy około 10.30. Pamiętam iż stałem w drzwiach i podziwiałem olbrzymią powietrzną armadę. Jeszcze bardziej imponująca byłą armada okrętów w dole. Zapamiętałem to jako najniezwyklejszy widok w życiu. Cieszyłem się ze mogę w tym uczestniczyć i byłem dumny że dowodziłem plutonem. W samolocie malowaliśmy twarze na czarno. Nie było wentylacji, jeden lub dwóch ludzi wymiotowało. Wszystkich ogarnęło zmęczenie, nikt już nie śpiewał, zapanowała cisza. Lecieliśmy na północ, później bardziej na wschód w pobliżu wysp Guernsey i Jersey. Niebo rozświetlił ogień przeciwlotniczy. Stojąc w drzwiach widziałem jak kilka samolotów mocno oberwało. Samolot przewodzący grupie w której lecieliśmy gdzieś zniknął. Ogień działek 20 i 40 mm stawał się coraz silniejszy. Widziałem jak zbliżamy się do ściany nieustannego ognia. Samolot dostał kilkakrotnie. Wlecieliśmy w gęstą mgłę i chmury ale widziałem że jedno ze skrzydeł było poważnie uszkodzone, a samolot zaczął spadać. Poderwałem ludzi i kazałem im skakać. Wyskoczyłem ostatni; sierżant wyskoczył pierwszy a za nim reszta ludzi. Szybko otworzył się spadochron i zaraz byłem już na dole, wylądowałem tuż na lewo od wysokiego drzewa, skok trwał tylko chwilę.

Zrzut w dniu D okazał się katastrofalny; na skutek gęstego lecz w większości nieskutecznego ostrzału przeciwlotniczego grupy samolotów transportowych błędnie rozproszyły się, większość zrzutów dokonywana była przypadkowo i z różnych pułapów.
W 502. mimo wielkiego rozproszenia udało się jako tako zebrać kilka kilkudziesięcioosobowych grup które pośpiesznie ruszyły w celu zabezpieczenia obu grobli. Baterie artylerii mające zostać zniszczone przez 502. zostały wcześniej zniszczone na skutek bombardowań. Pojedynczym oddziałom udało się szybko opanować wyjście 3. a grupa pod dowództwem dowódcy 3. batalionu podpułkownika Cola (około 100 spadochroniarzy z czego 75 ze swojego batalionu) opanowała wylot wyjścia 4. nawiązując walkę z Niemcami wycofującymi się z plaży. Odział Cole'a zabił kilkudziesięciu Niemców. Około kilometra od St.Martin de Vareville miało miejsce jedno z najbardziej niewiarygodnych zdarzeń w całej wojnie. Z braku ludzi dowódca 1.batalionu ppłk. Cassidy w celu unieszkodliwienia kwater kompanii niemieckiej artylerii wysłał 15 ludzi na czele sierżanta Harrisona Summersa.

Summers wyruszył natychmiast w drogę, nie tracąc czasu nawet na zapoznanie się z żołnierzami, których prowadził. Oni zaś niechętnie ruszyli z jakimś nieznanym im dowódcą. jednego z nich, sierżanta Lelanda Bakera przywołał do siebie i polecił mu: "Idź na szczyt tego wzniesienia, patrz w tamtym kierunku i postaraj się, żeby nikt nie wspiął się po stoku i nie zaszedł mnie z flanki. Zostań tam, dopóki cię nie odwołam". Baker wykonał rozkaz.
potem Summers przystąpił do akcji. Zaatakował pierwszy z budynków, mając nadzieję, ze jego grupa ruszy za nim. Nie ruszyła, ale Summers kopniakiem wyważył drzwi i ostrzelał wnętrze z Thompsona. Czterech Niemców padło martwych, a pozostali uciekli tylnym wejściem do sąsiedniego budynku. Summers wciąż sam, zdobył i ten budynek, wypędzając Niemców. Jego przykład zachęcił szeregowca Williama Burta, który wyskoczył z rowu, gdzie ukrywała się całą grupa, odbezpieczył swój lekki karabin maszynowy i strzelając w kierunku trzeciego baraku, osłaniał swego dowódcę. Summers po raz kolejny ruszył do akcji, lecz tym razem Niemcy już na niego czekali. Zaczęli strzelać przez otwory strzelnicze, ale ponieważ osłaniał go Burt, a poza tym biegł zygzakiem, nie udało im się go trafić. Ponownie kopniakiem wywalił drzwi i wystrzeliwszy całą serie, zabił sześciu Niemców a pozostałych zmusił do ucieczki.
Po tym wyczynie padł na ziemię, wyczerpany zarówno fizycznie jak i psychicznie. Odpoczywał pół godziny. W tym czasie nadeszła jego grupa i uzupełniła mu amunicję. Gdy wstał, by iść dalej, pojawił się nie znany mu kapitan ze "sto pierwszej", który wylądował sporo kilometrów od wyznaczonej strefy zrzutu. "Pójdę z panem" - powiedział. W tej samej chwili jednak został trafiony w serce i Summers znowu został sam. Zaatakował następny budynek i zabił kolejnych sześciu Niemców. Reszta podniosła ręce do góry. Ludzie Summersa byli niedaleko; przekazał im jeńców.
Jeden z grupy, szeregowy John Camien z Nowego Jorku, zawołał do Summersa:
-Dlaczego pan to robi?!
-Nie potrafię powiedzieć - odparł Summers.
-A inni?
-Jeśli nie mają ochoty walczyć- powiedział- nie mogę ich do tego zmusić. Sam musze skończyć robotę.
- W porządku - stwierdził - idę z panem.
Razem przechodzili od budynku do budynku, na zmianę atakując i ubezpieczając się. Dołączył do nich Burt ze swoim karabinem. We trójkę mogli unieszkodliwić więcej Niemców.
Pozostały im dwa budynki do zdobycia. Summers zaatakował pierwszy, a kiedy kopnął drzwi, ujrzał najbardziej nieprawdopodobny widok. przy stołach siedziało piętnastu niemieckich artylerzystów i jadło śniadanie. Summers nie tracił czasu; zastrzelił wszystkich na miejscu.
Ostatni budynek był największy. Obok niego stała szopa i stóg siana. burt podpalił je, wystrzeliwując pocisk smugowy. Szopa służyła jako magazyn amunicji, który szybko eksplodował, zmuszając trzydziestu Niemców do wyjścia na otwartą przestrzeń. Kiedy uciekali, kilku z nich padło zastrzelonych przez Camiena i Burta.
Teraz dołączył do nich następny żołnierz z grupy Summrsa. Miał bazooke, za pomocą której podpalił dach ostatniego domu. Znajdujący się na parterze Niemcy prowadzili ciągły ogień przez otwory strzelnicze, ale gdy budynek stanął w ogniu, wszyscy wybiegli na zewnątrz. Wielu zginęło. Pozostałych trzydziestu jeden podniosło ręce, by się poddać.
Summers osunął się na ziemię, doszczętnie wyczerpany prawie pięciogodzinną walką. Zapalił papierosa. jeden z jego ludzi zapytał:
- Jak się pan czuje?
-Nie za dobrze -odparł. To było jakieś szaleństwo. Jestem pewien ze nigdy już czegoś takiego nie robię.


Charyzmatyczny szef dywizyjnej artylerii generał McAullife, póżniejszy obrońca Bastogne w otoczeniu lotników tuż przed dniem D.W 506. efekty zrzutu były bardzo złe. W 3 batalionie jedynie 120 ze zrzuconych 680 ludzi dotarło do swych celów. Dowódca batalionu ppłk Wolverton i jego oficer operacyjny zginęli w strefie Z. Niemal wszystkie kompanie były głęboko rozproszone. Nie udało się zdobyć ani mostów na Douve ani St. Marie Du Mont. Za to jedynie kilkunastu ludzi z kompanii E pod dowództwem kapitana Wintersa zniszczyło baterie artylerii w Brecaourt niedaleko Grand Chemin. Dowódca 1. batalionu ppłk Turner zginął 7 czerwca od kuli snajpera.
Podobnie marne były efekty 501. Pułku który nie opanował ani mostu nr2 ani St. Come du Mont, opanowano za to śluzy na Douve.
Po spadochroniarzach lądowała piechota szybowcowa. Około 4. w nocy w rejonie Hiesville zaczęły lądować 52 szybowce Waco transportujące jeppy, działa przeciwpancerne, także buldożery i inny sprzęt, a przede wszystkim 148 ludzi z 327. i 401. Pułków piechoty szybowcowej. 6 czerwca o 21.30 lądowało kolejne 32 szybowce brytyjskie Horsea z m.in. 6 działami ppanc, 165 żołnierzami 327.Pułku piechoty Szybowcowej. Wiele szybowców rozbiło się przy lądowaniu o drzewa lub żywopłoty, a piechota szybowcowa poniosła dotkliwe straty nie włączywszy się jeszcze do walki, w jednym z szybowców zginął zastępca dowódcy 101. gen. Don Pratt.
1/401 wraz z częścią 327. lądowali wraz z 4. D. Piech na plaży Utah, następnie podążając na St.Du.Monte i na Carentan.
7 czerwca nieopodal Lock doszło do jednej z większych bitew z udziałem spadochroniarzy kiedy to 1.batalion wraz z pułk. Johnsonem stoczył walkę z częścią 6. niemieckiego pułku spadochronowego.
W 502., jako że pułkownik Moseley doznał skomplikowanego złamania nogi dowództwo przejął pułkownik Michaelis. Utworzywszy punkt dowodzenia w Hiesville i przegrupowaniu roproszonych batalionów niedaleko Croix Pan i Blosville na północ od St. du Mont i drogi N13, pułk zostaje rzucony do walki o Carentan w dniach 10-11 czerwca. Po zaciętych walkach opanowano mosty na Madeleine. Niedaleko mostu 4. w pobliżu farmy Ingouf doszło do spektakularnej szarży na bagnety prowadzonej przez ppłk. Colea, za co został odznaczony Medalem Honorowym Kongresu.

Cole prowadził 250 żołnierzy długą , odsłoniętą groblą, prowadzącą do mostu na rzece Douve. Za tym mostem było miejsce spotkania z jednostkami 29. Dywizji, idącymi od strony plaży Omaha. Grobla biegła jakiś metr nad rozpościerającymi się po obydwu jej stronach zalewiskami. Mniej więcej w odległości stu pięćdziesięciu metrów znajdował się zajęty przez Niemców żywopłot. kiedy batalion Colea posuwał się groblą, zza żywopłotu otworzono do niego ogień z karabinów maszynowych i moździerzy. Padło kilkunastu żołnierzy. Pozostali przypadli do nasypu po obu stronach grobli.
Powinni iść dalej. Najtrudniejszą jednak rzeczą jakiej żołnierze uczą się w czasie szkolenia, najtrudniejszą zasadą, której powinni trzymać się w walce, jest poruszanie się pod ogniem. Instynkt nakazuje żołnierzowi przypaść do ziemi. Tak zrobili podkomendni Colea i przez następne pół godziny niemieckie moździerze ostrzeliwały batalion, powodując dalsze straty. Kiedy tylko jakiś Amerykanin próbował ruszyć się na grobli, ściągał na siebie ogień karabinów i broni maszynowej. Żołnierze zostali unieruchomieni na kolejne pół godziny. Cole postanowił coś zrobić. Wydał rozkaz rzadko słyszany w czasie II wojny światowej: "Bagnet na broń!" Za sobą i przed sobą usłyszał dźwięk bagnetów mocowanych do luf karabinów. Miał przyśpieszone tętno, podwyższony poziom adrenaliny. Wyciągnął swój pistolet Colt 45, podniósł się, krzyknął tak głośno, ze usłyszano go poprzez zgiełk bitewny: "Do ataku!" i pobiegł po błotnistej ziemi w stronę żywopłotu.
Żołnierze patrzyli podnieceni, podniesieni na duchu. Najpierw uniosło się kilka postaci i ruszyło za Cole'em. Potem małe grupki, po dwóch, trzech. Wreszcie ruszyła cała grupa, błyskając zimną stalą bagnetów. Atakujący żołnierze wydawali przeraźliwe okrzyki; każdy na swój sposób dodawał sobie otuchy.
Niemcy strzelali; kilku Amerykanów padło, ale mniej niż można było oczekiwać. Cole doprowadził swoich ludzi do żywopłotu, tam skoczyli do ziemianek i okopów, pchając bagnetami, zadając rany, siejąc śmierć. Niemcy którzy uniknęli bagnetów, umykali bocznymi drogami na tyły. Spadochroniarze otworzyli do nich ogień i kilkunastu trafili.
Cole stał rozdygotany, wyczerpany ale podniecony. Żołnierze wokół niego zaczęli wiwatować.



Przez cały 11 czerwca 1. batalion zażarcie walczył z 3 batalionem 6. niemieckiego Pułku Spadochronowego, po wycofaniu Niemców batalion Colea został przeniesiony na tyły, 13 czerwca po ciężkich walkach w Carentan, 2. batalion został zmieniony przez 506. Pułk.
W 506. kilkuset spadochroniarzy przegrupowanych w Beaumont we współdziałaniu z 3.batalionem 501. zdobyło 8. czerwca ciężko bronione St Come du Mont. W następnych dniach pułk dążył do okrążenia Carentan wraz z 501. PS. W samym mieście walczył 2. batalion. 13 czerwca na pozycje 506. za miastem uderzyła 17. Dywizja Grenadierów SS, sytuacje pułku uratowało ostatecznie przybycie długo oczekiwanej 2 Dywizji Pancernej (CCA).
501. swoje cele osiągnął dopiero 8 czerwca. Po przegrupowaniu w Vierville, 9 czerwca pułk przeszedł Douve w pobliżu Brevands, po części okrążając Carentan. 12 czerwca zdobyto wzgórze nr 30 i połączono się z elementami 506. w Billonnerie. Po zdobyciu Carentan przez 506. i 401. Pułk Szybowcowy, 501. odpierał ataki 17 D. SS na południe od miasta.
Pod koniec miesiąca Dywizja mocno uszczuplona i od kilkunastu dni nie wykonująca ważniejszych zadań zostaje wycofana do zdobytego Cherbourga, a następnie drogą morską do Anglii w początkach lipca.
Po powrocie do Anglii Dywizja zostaje uzupełniona i jest przygotowywana do dalszej walki.

Holandia

Kompania E 506. Pułku na ulicach Eindoven, 18 września.17 września ma zostać użyta w operacji Market-Garden w celu uchwycenia mostów na Mozie i dolnym Renie dla jednoczesnego przeprowadzenia uderzenia lądowego. 101 miała działać najbliżej postępującego uderzenia XXX Korpusu.
17 września 502. Pułk ląduje w okolicach Zon. Drugi batalion zostaje przegrupowany w okolice Wolfswinkel gdzie ma pozostać jako rezerwa. Pierwszy zajmuje niemiecki garnizon w St. Oedenrode, trzeci zaś przez las Zonsche podąża w stronę mostu w Best, most zostaje przez Niemców wysadzony. Szeregowy Joe Man rzucając się na niemiecki granat ratuje przed śmiercią swoich kolegów, za co zostanie odznaczony MHC. Niemcy wycofujący się na wschód zostają zatrzymani przez drugi batalion w lesie, od kuli snajpera ginie ppłk. Cole. Sytuacje ratuje przybycie czołgów brytyjskich, kilkuset Niemców zostaje wziętych do niewoli. 22 września od ognia artylerii ginie ppłk Michaelis, zastąpi go dowódca 2. batalionu S.Chapuis. Batalion Colea obejmuje major J.P.Stopka. Jako że reszta dywizji lądowała bardziej na północ, Pułk zostaje w rezerwie niedaleko Dodewaard.
506. pułk ląduje w strefie DZC na północny - zachód od miasta Zon w Holandii. Mostu w Zon nie udaje się zdobyć gdyż zostaje wysadzony tuż przed zajęciem go przez 1. batalion. Większość pułku kieruje się na południe od strefy zrzutu i następnego dnia zajmuje Einhoven. W kolejnych dniach wraz z pozostałą częścią dywizji powstrzymuje niemieckie kontrataki pancerne. Następnie pułk zostaje skierowany na północ do Vegel którego zażarcie broni, dzień później kieruje się na ponownie na południe do Koevering, niedaleko St Oedenrode z zadaniem odblokowania drogi zmierzającemu XXX korpusowi brytyjskiemu. 18 i 19 września w strefie LZW ląduje kilkaset szybowców z 401 i 327. Pułkami Piechoty Szybowcowej oraz z batalionami artylerii.23 września w rejonie Vegel ludzie z 401. i 327. Pułków Szybowcowych zabezpieczających "Drogę Śmierci" odpierają kontratak niemieckich panter.
Na początku października 506. podąża przez Nimegen i z rejonu Zetten atakuje w kierunku północno zachodnim w pasie od Randwijk do Ophesuden. W tej ostatniej miejscowości wraz z 327. batalionem artylerii przechodzi do obrony. W międzyczasie z kierunku Arnhem przedostaje się około 120 żołnierzy z 1. Brytyjskiej Dywizji Powietrzno-Desantowej. 1 batalion zajmuje pozycje na wschód od Driel w rejonie wysadzonego mostu kolejowego.
Główne siły 501. lądują w DZ1 koło Heeswijky, pozostała część między kanałami Veghel i Eerde. Podstawowe zadanie to opanowanie rejonów głównej i jedynej drogi na północ. Pułk poniósł liczne straty już w chwili lądowania, następnie walczył wraz z elementami 506. aż do przybycia brytyjskich czołgów. Na początku października wraz z resztą dywizji przeszedł na północ w rejon na zachód od Arnhem. W okolicach Renkun miało miejsce interesujące wydarzenie, kiedy to 10 osobowy patrol przepłynął na drugą stronę i przyprowadził 32 jeńców z kapitanem SS na czele. 8 października od ognia artylerii ginie dowódca pułku, pułkownik H.R.'Jumpy' Johnson. Dowództwo przejął ppłk Ewell.
Pozostająca w rezerwie 101. zostaje pod koniec listopada wycofana z Holandii do Camp Mourmelon le Grand we Francji. Jej czas w tej wojnie ma jeszcze nadejść.

Stąd do wiecznośći

18 grudnia dywizja na ciężarówkach zostaje rzucona w belgijskie Ardeny w rejon Bastogne w celu załatania wielkiej luki, do 21 grudnia miasto zostaje okrążone. 101. wraz z elementami 10. D.Panc. broni się zażarcie.

Cofająca się armia amerykańska stanowiła smutny widok. Wkraczająca do Bastogne 19 grudnia 101 Dywizja Powietrzno-Desantowa maszerowała na Front dwiema kolumnami, po obydwu stronach drogi. Środkiem szli żołnierze uciekający z frontu, jak motłoch, pokonani amerykańscy żołnierze. Niektórzy porzucili karabiny, płaszcze, wszystko co przeszkadzało w ucieczce. Wielu wpadło w panikę, szli zataczając się, wyczerpani, krzyczeli: Uciekajcie! Uciekajcie! Zabiją was! Oni mają wszystko, czołgi, karabiny maszynowe, samoloty, wszystko!" "Nie wiedzieli co mówią- wspomina major Richard Winters z 506. Pułku. -To było żałosne. Wstydziliśmy się".

101. Dywizja wkracza do Bastogne502. Pułk po okrążeniu obejmuje północno-zachodnią strefę obrony miasta, mimo licznych ataków Niemcom nie udaje się jej przełamać. Bataliony z 506., 2. i 3. zajmują pozycje obronne na północ od miasta między torami kolejowymi a drogą Foy-Bizory i dalej do Recogne na pd-zach, na wschodzie mając 501. pułk, a na zachodzie 3 batalion 502 Pułku. 1 batalion wraz z elementami 10 dywizji pancernej tworzy ruchomy odwód w Noville. w dniach 19. i 20. grudnia batalion dostaje się pod ciężki ostrzał artyleryjski, ginie dowódca batalionu ppłk Laprade. Przez następny tydzień batalion walczy w rejonie Foy które przechodzi sześciokrotnie z rąk do rąk. Od 19. grudnia 501. Pułk toczy zacięte walki w Bizory, Neffe, i Mont czy Wardin gdzie zostaje zniszczona niemal cała kompania T walcząc z dywizją PanzerLehr.
O świcie 19 września na północnych przedmieściach miasta stała już 2.D.Panc. Na zachód wyszła dywizja PanzerLehr a na wschód od miasta 26.D.Grenadierów Ludowych. Na drodze ciężkich czołgów stanął 501. Pułk w Neffe. Wywiązały się zacięte walki o wzgórze 510 w okolicach Bizorry (2 batalion), stacje kolejową i same Neffe, Wardin (kompania I 3 batalion). 19 grudnia udało się odeprzeć 501., ataki PanzerLehr i utrzymać pozycje w Neffe, na wzgórzu 510 i Mageret. 506. ulokowany na północnym podejściu do miasta zdołał przy pomocy czołgów zatrzymać 2.D.Panc. w Noville (1. batalion).
Niemcy ponowili ataki 20. grudnia. Skoncentrowany atak 2. Pancernej na Noville przyniósł Niemcom duże straty ale zmusił spadochroniarzy do wycofania się. Dla załatania luki McAuliffe rzucił na północ między Foy a Noville 3. batalion 502. Z Foy cofał się także 3.batalion 506 toczący ciężkie walki z 304. Pułkiem Grenadierów Pancernych. Kontratak 502. ze wsparciem sąsiednich 2. i 3. batalionu 506 wypchnął Niemców z Foy i nawiązał kontakt z wycofującymi się oddziałami w rejonie Noville. Walki w Novile kosztowały tylko 506. ponad dwustu ludzi; niemiecka 2 D.Panc. straciła m.in. 31 czołgów i pojazdów.
Na północy od strony Houffalize atak grenadierów ludowych na pozycje 501. (kompania F) zakończył się klęską. Obawiając się niemieckich akcji na południu w rejon Marwie rozlokowano 2 batalion 327. P. Piechoty Szybowcowej który odparł zwiady podchodzące pod Bastogne od południa. Nocą 20. Bastogne zostaje okrążone przez Niemców od południa przez 21. D. Piech. i od zachodu przez 2.D.Panc. Sytuacja amerykanów nie należała do komfortowych ale nadal jedynie 5 batalionów z czterech pułków 101. zostało rzuconych do walki. Do tego do dyspozycji były 4. bataliony artylerii z zapasem amunicji i odziały pancerne 10. Dywizji. Południowy sektor obsadziły w tej sytuacji 1. batalion 327. P. Piechoty Szybowcowej i 3. batalion ściągnięty z powrotem z północy.

Kapral Robert Bowen z 401. Pułku Piechoty Szybowcowej, ranny w czasie walk w Normandii i Holandii, był dowódcą drużyny w zachodnim sektorze obwodu. O świcie 21 grudnia - po nocy, w czasie której temperatura spadła poniżej minus piętnastu stopni, przy śniegu pokrywającym ziemię po kostki - dowódca pułku zakomunikował Bowenowi że nieprzyjaciel prześlizgnął się i położył zaporę drogową między 101.Dywizją a Bastogne.
-Trzeba usunąć tę zaporę, Bowen -powiedział. Przydzielił Bowenowi dwie drużyny i kazał ruszać.
-Krótki, rozkoszny i straszny - ocenił Bowen rozkaz. Wolałby, żeby z pułku przysłano jakiegoś oficera, który by przejął dowództwo, ale nie zrobiono tego. Odbył naradę ze swoimi żołnierzami, razem przedyskutowali sytuację i doszli do wniosku, że musi być lepszy sposób, niż frontalny atak. W tym momencie ukazał się czołg.
-Pułkownik powiedział, żebym przejechał się w dół tą drogą i wygarnął do tych szczurów - powiedział dowodzący nim sierżant z zarozumiałą miną. Bowen poinformował go że Niemcy w tych domach mają panzerfausty.
-Nagle zepsuł mu się humor - zauważył Bowen- miał już do czynienia z panzerfaustami.
-No to co zamierzacie zrobić?
Bowen zaproponował, że wyślę swoją drużynę w dwóch kolumnach, po obydwu stronach drogi, przy wsparciu ogniem skrzydłowym drużyny z lewej strony. Ale skarżył się:
-Nie sądzę, żebyśmy mieli wystarczającą siłę ognia, by ich stamtąd wykurzyć.
-A jeżeli skieruje na te domy moje działo? -zapytał czołgista. -Mogę ostrzelać zrobione w pobliżu nich okopy. OK.?
-OK.? -odparł Bowen.- Chłopie, z nieba nam spadłeś.
Tak zrobili. Czołg zaczął strzelać z działa i karabinu maszynowego. Drużyna z lewej strony także otworzyła ogień. Grupa Bowena poszła w dół drogą, strzelając z marszu. Nim minęło pół godziny, kilku Niemców rzuciło się do ucieczki, a pozostali podnieśli ręce do góry.
-To był atak jak z podręcznika - stwierdził Bowen -okazał się bardziej skuteczny niż wszystkie, jakie dotychczas przeprowadzaliśmy w praktyce.
Przy zaporze leżało kilkunastu zabitych Niemców i spora liczba rannych. "Zauważyłem, ze byli tacy młodzi, zaledwie kilkunastoletni chłopcy". Sierżant dowodzący czołgiem wpadł w euforię.
-Siedzę w tym gównie od 18 czerwca - powiedział do Bowena- i dużo widziałem. Ale nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Moje uznanie.
Bowen wykonał zadanie i wrócił na swoją pozycję. Tego dnia temperatura znowu spadła. "Noc ciągnęła się jak koszmar senny -wspomina Bowen. -W żaden sposób nie byłem w stanie się ogrzać. Modliłem się żeby już nadszedł świt."
Kiedy nadszedł, gęsta, niska mgła ograniczyła widoczność prawie do zera. Niemcy skorzystali z jej osłony i zaatakowali amerykańskie pozycje; dzięki białym, maskującym pelerynom nie było ich widać na śniegu. Jak piszę Bowen stali się "niewyraźnymi kształtami w śnieżnych strojach, które pojawiły się znikąd". Doszło do zażartej wymiany ognia. Bowen rozglądał się za czołgiem, który okazał się tak bardzo pomocny poprzedniego dnia. Odnalazł go, był poważnie uszkodzony. Sierżant strzelał z karabinu maszynowego 12,7 mm, kiedy pocisk przeciwpancerny trafił w wieżę. Jego twarz była straszliwie rozdarta odłamkiem. Bowen zaprowadził go do punktu opatrunkowego i wrócił na swoją pozycję.
Nie mogło być gorzej. Niemcy otoczyli go półkolem, strzelali do jego żołnierzy ukrytych w okopach. Jedenaście niemieckich czołgów wspierało piechotę. Bowen nie mógł nic zrobić, bo przydzielone do jego zespołu przeciwpancerne działo 57 mm nie nadawało się do użytku - przymarzło do ziemi i nie można go było ruszyć. W niszczycielu czołgów z 10 Dywizji zamarzła wieża i nie sposób było jej uruchomić. W krytycznym momencie pojawił się jednak drugi niszczyciel czołgów. Dowodził nim sierżant Chester Sakwinski. Trzymał w szachu czołgi nieprzyjaciela, gdyż prowadził ostrzał, wyłaniając się z położonego niżej podwórka, a potem cofał się unikając pocisków wroga.
Pozostali członkowie zespołu bojowego mieli teraz pełne ręce roboty. Pluton broni ciężkiej ostrzelał Niemców z moździerza 81 mm. Wysunięty obserwator kierował ogniem dział - ale strzelały niewiele, gdyż w Bastogne obowiązywało ograniczenie używania pocisków. Zatrzymał się pojazd półgąsienicowy który podwiózł drużynę żołnierzy.
Bowen sprawdził swoją pozycję. "Kilku rannych Niemców leżało w śniegu., jeden paplał coś bez związku, inni krzyczeli. Trupy Niemców leżały rozrzucone w przedziwnych pozycjach". Ale jego własne straty rosły. Zginął jeden z podoficerów, który 16 grudnia siedział w areszcie w Reims i na ochotnika wrócił do kompanii. Bowen ściągnął z platformy bazooke i trzy pociski, starannie wycelował w Tygrysa znajdującego się w odległości dwustu metrów, wypalił i musnął wieżę. Tygrys zwrócił swoje działo 88 mm na pozycję Bowena. Ten zdecydował, że będzie lepiej, jeśli zachowa pozostałe dwa pociski i ukrył się w okopie. Trafił go jednak pocisk moździerzowy. Został ciężko ranny i wkrótce potem dostał się do niewoli. Niemieccy lekarze podleczyli go, a potem wysłali na wschód, do obozu dla jeńców.


Pozycja spadochroniarza z Bazooką u wylotu jednej z dróg do Bastogne.21 grudnia Niemcy skoncentrowali atak 26.D.G.Lud. w sile dwóch pułków wzdłuż linii kolejowej z Bourcy, pomiędzy 501. a 506., wnikając głęboko w linię 501 (kompanie D i F).
Jednocześnie ponowiono atak na Neffe. Odparto oba ataki, pierwszy z wydatnym wsparciem 1. batalionu 501., 327. odparł słabe ataki na południu. W rejonie Senochamps przełamała się niemiecka grupa zwiadowcza ale w porę została odparta przez pododdziały dywizyjnej artylerii a 22. grudnia Niemcy zostali tam odparci przez 502. Pułk. 22 grudnia po południu na pozycje 2. batalionu 372. PPSz przybyli niemieccy wysłannicy z żądaniem poddania miasta, odpowiedź gen. McAuliffe była krótka; generał odrzucił żądanie niemieckiego dowódcy odpowiadając Niemcom jednym rzeczowym słowem: "Gówno". Pułkownik Harper ze względu na grę słów przetłumaczył ją na "Idźcie do diabła!".
23 grudnia dla okrążonego miasta rozpoczęto zrzuty spadochronowe a także wsparcie z powietrza. Tego samego dnia Niemcy nasilili ataki w rejonie Panzerlehr i 26.D.Gren. Pod Bastogne podeszły też elementy 5. D. Spadochronowej i 39. D. Grenadierów Ludowych. Tym razem impet uderzenia spadł na 327. PPSz w Marvie, gdzie walki toczyły się do następnego dnia. 24. grudnia przegrupowano ostatnie odwody w mieście przydzielając je bezpośrednio do oddziałów na pierwszej linii, głównie 705. Batalion czołgów i oddziały saperów. Po stronie niemieckiej, dowodzący oblężeniem generał Luettwitz z obiecanych 9. i 15. Dywizji Grenadierów dostał jedynie grupę w sile jednego pułku z 15.D Gren.
Ataki niemieckie 24. grudnia nie przyniosły żadnego rozstrzygnięcia, ani 5. D. Grenadierów pod Flamizoulle, ani 77. Pułku Strzelców pod Champs, ani 5 D. Spadochronowej na południu.
Żołnierze 101. obserwują zrzuty zaopatrzenia dla okrążonego miasta. 25. grudnia przed świtem w rejonie Flamizoulle zaatakował świeży 115. Pułk 15. D.Grenadierów, jednocześnie z 77. Pułkiem Grenadierów na Champs i Hemroulle, 26. D. Grenadierów Ludowych z Senonchamps na wycofanych spadochroniarzy do Isle-la-Hesse, na północnym zachodzie wszedł świeży 39.Pułk Grenadierów atakując z kierunku Neufchateau. Jednocześnie na pozycje 502. spadły bomby niemieckich nocnych bombowców i rozpoczął się ciężki ostrzał artyleryjski. Dwa bataliony atakując samotny 3. batalion 327. Pułku zdołały po części przedrzeć się przez linie obronne, 18 PzIV bez wsparcia piechoty zostały zniszczone zanim dotarły do miasta przez artylerię, czołgi z 705. batalionu i kompanie B i C z 502. które wyruszyły łatać linie w rejonie Champs. Niemieckie ataki w rejonie Hemroulle i Isle-la-Hesse nie przyniosły zbyt wiele.
O 16.45 26. grudnia 326. batalion inżynierów melduje o najeżdżających od strony niemieckiej 5.Dywizji Spadochronowej "3 czołgach prawdopodobnie amerykańskich". Były to czołówki 4.D.Panc 3.Armii Pattona.
Desperacka obrona kosztowała 101. dywizje krwawą ofiarę: 105 oficerów i 1536 żołnierzy. Mimo ciężkich strat dywizja nadal walczy w Ardenach aż do połowy stycznia.
Po odblokowaniu Bastogne uczestniczy w likwidowaniu niemieckiego "worka".
Pod koniec grudnia część 506. walczy w rejonie Foy które przechodzi sześciokrotnie z rąk do rąk. Na początku stycznia pułk walczy w rejonie Cobru i w lesie Fazone gdzie straty rosną od ciężkiego ostrzału artylerii. 501. Pułk 3-4 stycznia atakuje na północ na Houffalize gdzie w walkach zostaje ranny ppłk Ewel, zastąpi go ppłk Robert A. Ballard. Pułk 502. walczy 3 stycznia w okolicach w okolicach Longchamps, 2. batalion ponosi ciężkie straty w walce z dywizją Hohenstauffen .Większość kompanii F zostaje wzięta do niewoli.

Longschamps. John Seney z 2 batalionu 502.Pułku piszę 4 stycznia:
"Wczoraj około 12.30 wróg zaatakował nasze pozycje w sile około 28 czołgów i batalionu piechoty. Czołgi podeszły blisko pod nasze linie ale atak ich piechoty się załamał, część czołgów udało się nam zniszczyć. Mimo piekielnego ostrzału niemieckich dział, moździerzy i rakiet, podręcznikowy niemiecki atak został zatrzymany..."

Następnie Pułk walczy w lesie Bois Jacques, ginie tam ppłk Stopka a 3. batalion obejmie C.Simmons. Następnie pułk zdobywa Bourcy. W połowie stycznia 101. dywizja zostaje wycofany do Alzacji i wzmocniona m.in. 463 Pułkiem artylerii oraz włączona do 7.Armii i przerzucona do Loraine nad Moderą , a następnie wycofana do Francji w rejon Mourmelon le Petit. W tym czasie, cała dywizja zostaje wyróżniona za walkę w Bastogne prezydenckim odznaczeniem.

W sercu Rzeszy

W styczniu zostaje wzmocniona m.in. 463 Pułkiem artylerii oraz włączona do 7.Armii i przerzucona do Loraine nad Moderą.
W lutym ponownie wycofana do Reims na zasłużony odpoczynek by w kwietniu wkroczyć bez 501 Pułku do walki w rejonie Duseldorfu. Następnie elementy dywizji zostają skierowane na południe do Bawarii w celu uniemożliwienia Niemcom ewentualnej obrony w Alpach.


Sierżant Egger z tego okresu wspomina głos kolegi:
"Czy to nie byłoby straszne, przejść przez to wszystko, a teraz dać głowę tak blisko końca? Na myśl o tym ,że może mnie zabić jakiś fanatyczny trzynastolatek, ogarnia mnie blady strach. Skoro już doszedłem tak daleko, nie chcę umierać".


Porucznik Leinbauugh, Kompania K.
"Kiedy nasz konwój, długości półtora kilometra, przejeżdżał przez linie wzgórz, gruchnęło nad nami kilka strzałów karabinowych i zobaczyliśmy obłoczki dymu wznoszące się ze stanowisk pod szczytem. Nasze ciężarówki zahamowały gwałtownie i tysiąc karabinów odpowiedziało na ogień. W ciągu minuty pojawiła się białą chusteczką, energicznie powiewająca z okopu, i dwóch przemoczonych Niemców z rękami w górze potykając się , zbiegło na dół. Ruszyliśmy, zostawiając ich na poboczu."


506 Pułk na amfibiach przekracza Ren w rejonie Neuss i wkracza do Bawarii przez Mannheim i Landsberg. W pobliżu Landsbergu pułk wyzwala obóz koncentracyjny. Następnie autostradą na wschód i południe zajmuje "Orle gniazdo" - kwaterę Hitlera w Beghofie. Krótko po kapitulacji Niemiec Pułk zostaje przerzucony do Austrii w rejon Niedernsill. Od samego początku aż do końca wojny pułkiem dowodzi pułkownik Robert Sink.
501. wiosną 1945 roku służy jako odwód armijny z ewentualnymi zadaniami zrzutów w rejonie obozów koncentracyjnych co jednak nie będzie miało miejsca. W maju dołącza do 506 i 502. w rejonie Berchtesgarden.
Po kapitulacji Niemiec część dywizji zostaje skierowana do dolnej Austrii już jako wojska okupacyjne. Po wojnie zostaje rozwiązana, część żołnierzy zawodowych przeniesiona do 82. DPD. Ponownie sformowana w 1956 roku kontynuuje wielkie tradycje walcząc w Wietnamie i Zatoce Perskiej stając się najbardziej znaną amerykańską jednostką bojową.

Pamięci sierżanta armii USA Harrisona Summersa.
Tekst pisany na podstawie szerokiej literatury, zwłaszcza zagraniczncych stron internetowych.
Cytaty:Ambrose Stephen, D-Day, Warszawa 2002, Wydawnictwo Magnum.
Ambrose Stephen, Obywatele w mundurach, Warszawa 2000, Wydawnictwo Magnum.